Czułam jak pocą mi się dłonie. Nerwowo poprawiłam kosmyk włosów który własnie opadł na moją załzawioną twarz. Jak przez mgłę słyszałam słowa pastora który mówił nam co mamy powiedzieć.
Poczułam jak szczęka mi się zaciska nie pozwalając mi wypowiedzieć ostatecznych słów. Rozum z sercem nadal toczyły wojnę nie zważając na powagę sytuacji. Przecież od teraz zaczynam nowe życie.! Koniec z zamartwianiem się, koniec z rozpamiętywaniem! Zrobię to co do mnie należy, wyjdę za tego mężczyznę, urodzę mu dziedzica a mój ród przetrwa.
-...póki śmierć nas nie rozłączy - wypowiedziałam ostatnie słowa i poczułam kolejną łzę na policzku. Odetchnęłam głęboko i dumnie uniosłam głowę. Ściskając kurczowo palce na bukiecie lilii, odwróciłam się przodem do swojego męża. A kiedy usłyszałam "Możesz pocałować pannę młodą" na moje usta wpełzł wymuszony uśmiech. Po chwili poczułam jak brunet usilnie wpija się w moje wargi bez żadnej namiętności. Stałam jak kołek z otwartymi ustami, trzymając bukiecik. Po kościele rozszedł się pomruk a potem słychać było gromkie brawa i gwizdy.
I nagle jakby świat się zatrzymał. Wszystko ustało. Moje oczy zaszły mgłą, z ust nie mogłam wydobyć choćby cichego jęku a kwiatki wyślizgnęły mi się z rąk. Już myślałam że to tylko moja niewyparzona wyobraźnia płata mi figle kiedy po raz drugi, tym razem o wiele wyraźniej usłyszałam swoje imię.
-ANNO!!! - krzyk niósł się po ścianach trafiając do mojej głowy gdzie z ogromną mocą odbijał się echem. Czułam jak nogi się pode mną uginają kiedy patrzyłam w miejsce z którego dochodził głos.